Czyny - nie słowa i inne skutki nierozumienia kobiet
Powiem ci coś jako jeden z najbardziej doświadczonych trenerów relacji damsko-męskich i podrywu po tej stronie globu.
Spędziłem tysiące godzin, pracując z ludźmi. Tysiące godzin poświęciłem na kursy, szkolenia, książki, psychologię i analizowanie ludzkich zachowań. Spędziłem też tysiące godzin w związkach.
Ale nie w takich związkach, jakie ma większość ludzi.
On pracuje. Ona pracuje. Wieczorem zjedzą kolację, obejrzą serial, w weekend pojadą do marketu i wychodzi na to, że ich realny związek trwa trzy albo cztery godziny tygodniowo.
Ja mówię o prawdziwym przebywaniu z kobietą. O poznawaniu jej w różnych sytuacjach. W stresie, w bliskości, w konflikcie, w seksie, w codzienności, w kryzysie, przy pieniądzach, przy zazdrości, przy wspólnych planach i wtedy, kiedy kończy się pierwsza fascynacja.
I nie mówię ci tego po to, żebyś pomyślał:
„Ale on jest zajebisty”.
Mówię ci to po to, żebyś ty wreszcie trochę rzucił na luz wobec samego siebie i przestał zakładać, że w każdej relacji to ty musisz się bardziej starać, więcej rozumieć, więcej naprawiać i więcej dawać.
Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie.
Jeżeli kobieta mówi ci:
„Dla mnie najważniejsze są czyny, a nie słowa”,
to bardzo często tłumaczenie na język polski brzmi:
Kasa. Kasa. Kasa. I jeszcze raz kasa.
Nie mówię, że zawsze.
Mówię, żebyś przestał być naiwny i zaczął obserwować, co w jej przypadku naprawdę oznacza słowo „czyny”.
Bo zazwyczaj nie chodzi o to, że wziąłeś dla niej dodatkowy ketchup w fast foodzie.
Nie chodzi o to, że pamiętałeś o jej urodzinach.
Nie chodzi o to, że zapytałeś, jak się czuje.
Bardzo szybko okazuje się, że „czyny” oznaczają:
więcej pieniędzy, droższe prezenty, wyższy standard życia, opłacanie jej rzeczy, pomaganie jej rodzinie, robienie za kierowcę, psychologa, bankomat, ochroniarza, organizatora i człowieka od rozwiązywania wszystkich problemów.
A ty masz to robić z uśmiechem, bo przecież prawdziwy mężczyzna „daje kobiecie bezpieczeństwo”.
Bla, bla, bla.
Jeżeli jednocześnie kobieta zaczyna wstrzymywać seks, mimo że nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań, i seks nagle staje się nagrodą za wykonanie kolejnego zadania, to nie jesteś już w normalnej relacji.
Jesteś w systemie tresury.
Masz zrobić to.
Masz zapłacić za tamto.
Masz się z czegoś wytłumaczyć.
Czasami sam już nie wiesz, z czego masz się tłumaczyć, ale i tak czujesz, że znowu jesteś winny.
I oczywiście wymagania finansowe nie zawsze wyglądają tak, że kobieta mówi:
„Daj mi dziesięć tysięcy złotych”.
Bo wtedy nawet średnio rozgarnięty facet zorientowałby się, o co chodzi.
Znacznie częściej to działa subtelniej.
Masz niekorzystnie dla siebie redystrybuować swoje zasoby.
Swoje pieniądze.
Swój czas.
Swoją energię.
Swoje skupienie.
Swoje kontakty.
Swoje możliwości.
Swoją pracę.
Swoje weekendy.
Swoje plany.
Masz ponosić koszty alternatywne, czyli rezygnować z rzeczy, które mógłbyś w tym czasie zrobić dla siebie, swojej firmy, swojego zdrowia albo swojej przyszłości.
I nie robisz już rzeczy wyłącznie dla niej.
Robisz je dla jej całego ekosystemu.
Dla jej dzieci.
Dla jej rodziny.
Dla jej koleżanek.
Dla jej problemów.
Dla jej zaległości.
Dla jej przeszłości.
Dla jej wizji życia.
A twoje życie coraz bardziej przypomina projekt, w którym finansujesz cudze marzenia i zaniedbujesz własne.
I powiem ci brutalnie:
uciekaj.
Nie próbuj tego romantyzować.
Nie opowiadaj sobie, że przecież można to przepracować.
Nie przekonuj się, że ona jest inna, ponieważ zrobiła w łóżku coś, czego inne kobiety wcześniej nie chciały zrobić.
Nie tłumacz jej wszystkiego tym, że jest starsza, bardziej doświadczona, skrzywdzona albo że była ofiarą.
Być może była ofiarą.
Ale nawet największa ofiara na świecie wie, że sto złotych to sto złotych.
Trudna przeszłość nie odbiera człowiekowi umiejętności liczenia.
Nie zakładaj więc, że kobieta nie wie, ile od ciebie bierze, ile kosztuje cię ta relacja i jak bardzo przesuwa granice.
Ona może nie mówić tego wprost.
Może nawet sama przed sobą udawać, że chodzi jej wyłącznie o miłość i bezpieczeństwo.
Ale zachowanie zawsze mówi prawdę.
Po wszystkich moich doświadczeniach, tysiącach godzin pracy z ludźmi, przeczytanych stronach, szkoleniach i związkach powiem ci jedno:
tam, gdzie spada jakość łóżka, seksu, bliskości i zainteresowania tobą, a jednocześnie rośnie presja na twoje pieniądze, czas i zasoby, to prawie nigdy nie kończy się dobrze.
Oczywiście zostanie ci to pięknie sprzedane.
Usłyszysz, że ona potrzebuje bezpieczeństwa.
Że chce wejść w swoją kobiecą energię.
Że szuka mężczyzny, przy którym będzie mogła poczuć się kobietą.
Że chce wiedzieć, że może na tobie polegać.
Że nie chodzi o pieniądze, tylko o symbol.
O gest.
O zaangażowanie.
O dojrzałość.
Bla, bla, bla, bla, bla.
A dziwnym trafem każdy symbol kosztuje coraz więcej.
Każdy gest ma rachunek.
Każde zaangażowanie polega na tym, że ty coś robisz, ty coś finansujesz, ty z czegoś rezygnujesz i ty masz jeszcze przeprosić, że nie zrobiłeś tego wcześniej.
Pieniędzmi nie kupisz miłości kobiety.
Możesz kupić jej obecność.
Możesz kupić jej wygodę.
Możesz kupić chwilową wdzięczność.
Możesz kupić spokój na kilka dni.
Możesz kupić lepszy humor.
Możesz nawet kupić iluzję związku.
Ale nie kupisz pożądania.
Nie kupisz szacunku.
Nie kupisz autentycznego zachwytu tobą.
I co najgorsze, wdzięczność z czasem bardzo często zamienia się w poczucie winy.
A poczucie winy zamienia się w gniew.
Dlaczego?
Bo człowiek, który bierze od ciebie coraz więcej, zaczyna gdzieś głęboko czuć, że daje niewiele.
A ponieważ nie chce czuć się źle sam ze sobą, musi jakoś uzasadnić swoje zachowanie.
Więc zaczyna wmawiać sobie, że ty jesteś słaby.
Że jesteś niewystarczający.
Że robisz za mało.
Że wszystko, co jej dałeś, po prostu jej się należało.
I nagle nie jesteś już dla niej człowiekiem, który zrobił bardzo dużo.
Jesteś człowiekiem, który nadal nie zrobił wystarczająco dużo.
My, mężczyźni, mamy w takich sytuacjach poważny problem.
My chcemy zrozumieć.
My chcemy uratować.
My chcemy znaleźć właściwe rozwiązanie.
Przeczytać kolejną książkę.
Odbyć kolejną rozmowę.
Dać jeszcze jedną szansę.
Nam się wydaje, że skoro kiedyś było dobrze, to przecież może znowu być dobrze.
Skoro kiedyś był seks, czułość i fascynacja, to wystarczy bardziej się postarać i to wróci.
Nie zawsze wróci.
Czasami właśnie twoje staranie się sprawia, że ona traci do ciebie resztki szacunku.
Bo widzi, że może zabrać ci seks, uwagę, czułość, spokój, a ty zamiast postawić granicę, zaczniesz jeszcze mocniej walczyć o jej aprobatę.
I zapamiętaj jedną rzecz:
to ty również jesteś nagrodą.
Nie tylko kobieta.
Ty także.
Jeżeli jesteś ogarniętym facetem, masz firmę, dobrą pracę, ambicję, potrafisz zarabiać, dbać, działać, chronić i budować, to twoja obecność ma ogromną wartość.
Twój czas ma wartość.
Twoja uwaga ma wartość.
Twoje pieniądze mają wartość.
Twoja energia ma wartość.
Twoja lojalność ma wartość.
Nie rozdawaj tego wszystkiego za sam fakt, że kobieta zgodziła się z tobą być i od czasu do czasu pozwoli ci dotknąć swojego tyłka.
I nie mówię tego przeciwko kobietom.
Jest mnóstwo wspaniałych kobiet.
Kobiet lojalnych.
Czułych.
Seksualnych.
Wspierających.
Takich, które naprawdę chcą budować coś wspólnie, a nie przejąć gotowe życie mężczyzny.
Ale jeżeli masz problem z kobietami, najczęściej masz również problem z samooceną.
A jeżeli masz problem z samooceną, będziesz przyciągał albo wybierał kobiety, które wyczują, że można na tym skorzystać.
Szczególnie niebezpieczna sytuacja powstaje wtedy, kiedy masz niską samoocenę, ale jednocześnie masz firmę, dobrze płatną pracę albo potencjał finansowy.
To jest idealne połączenie dla kobiety, która chce złapać faceta i ustawić się jego kosztem.
Bo taki facet ma zasoby, ale nie wierzy, że może mieć wybór.
Ma pieniądze, ale boi się, że żadna inna kobieta go nie zechce.
Potrafi zarabiać, ale nie potrafi poznawać kobiet.
Potrafi prowadzić firmę, ale nie potrafi postawić granicy w relacji.
Taki mężczyzna może być bardzo inteligentny zawodowo i kompletnie naiwny emocjonalnie.
A kobieta może jednym dobrym ruchem ustawić sobie całe życie.
I to jest jedna z najbardziej fascynujących zdolności kobiet.
Kobieta potrafi kupić sukienkę za dwadzieścia złotych w lumpeksie, odpowiednio wyglądać, odpowiednio się uśmiechnąć, odpowiednio zbudować emocje, a dwa albo trzy lata później mieć dostęp do domu za dwa miliony i życia, na które sama być może pracowałaby przez kilkadziesiąt lat.
I żebyśmy mieli jasność:
ja jestem za tym, żeby dbać o kobietę.
Facet powinien potrafić dawać.
Powinien być hojny.
Powinien umieć tworzyć bezpieczeństwo i dobrą jakość życia.
Ale relacja nie może działać tak, że mężczyzna daje wszystko, a kobieta daje mu możliwość dalszego dawania.
Miło by było, żeby kobieta również dbała o ciebie.
Żeby zależało jej na twoim spokoju.
Na twoim zdrowiu.
Na twoich celach.
Na twojej seksualności.
Na twoim samopoczuciu.
Na twoim rozwoju.
Ale wielu facetów nawet nie sprawdza, czy kobieta naprawdę cokolwiek wnosi.
Wystarczy im, że jest ładna, chce z nimi pójść na wesele i czasem zrobi im dobrze po pracy.
To jest dramatycznie niski standard.
Szczerze współczuję facetom, którzy nie dbają o swoją atrakcyjność, nie potrafią rozmawiać z kobietami i są całkowicie zależni od jednej partnerki.
Bo na takiego faceta można bardzo łatwo zastosować presję poprzez odcięcie od seksu.
On wie, że nie może po prostu wyjść na miasto i poznać kolejnych kobiet.
Nie mówię nawet o zdradzaniu.
Mówię o świadomości, że potrafi sobie poradzić.
Że nie jest uwięziony.
Że gdyby ten związek się rozpadł, nie czeka go pięć lat samotności, masturbacji i oglądania pornografii.
Taki facet często nawet nie założy aplikacji randkowej, bo już ma pełne portki ze strachu, że żona się dowie.
Oczywiście żona żadnej aplikacji nie ma.
Najwyżej jej koleżanka ma.
Albo koleżanka koleżanki.
I oczywiście natychmiast wszystko jej przekaże.
Więc facet siedzi cicho.
Nie stawia granic.
Nie mówi, czego chce.
Nie odchodzi.
Co najwyżej zostają mu prostytutki, ale uciekanie do prostytutek nie jest dobrym rozwiązaniem dla głowy ani dla życia.
To nie buduje Twojej wartości.
To tylko pozwala ci na chwilę zapomnieć, że jesteś uwięziony w relacji, w której nikt już ciebie nie chce, ale wszyscy nadal chcą twoich zasobów.
Dlatego lepiej zadbać o siebie wcześniej.
Myśleć strategicznie.
Nie na zasadzie:
„Ale fajna dupa. Boże, wreszcie nie będę musiał zajmować się tym paskudnym podrywaniem”.
Tylko zadać sobie pytanie:
„Czy ta kobieta naprawdę mnie chce, czy chce wygody, którą mogę jej dać?”.
„Czy ona szanuje moje granice?”.
„Czy interesuje ją również moje dobro?”.
„Czy przy niej jestem silniejszy, czy każdego miesiąca coraz bardziej mięknę?”.
„Czy ona mnie wspiera, czy tylko zarządza moimi zasobami?”.
Nie rozwiązuj wyłącznie problemu pod tytułem:
„mieć z kim pójść na wesele” albo „mieć kogoś, kto zrobi mi dobrze po pracy”.
To nie jest cel życia mężczyzny.
Stań się naprawdę atrakcyjnym mężczyzną.
Takim, który ma wybór.
Takim, który nie błaga.
Takim, którego nie można kontrolować seksem.
Takim, który nie finansuje relacji z lęku przed samotnością.
Takim, który potrafi rozmawiać z kobietami, prowadzić interakcję, tworzyć emocje, budować pożądanie i jednocześnie stawiać granice.
Jeżeli naprawdę chcesz mieć spokój, musisz stać się częścią tego małego procenta mężczyzn, z którymi kobiety naprawdę chcą spać.
Nie tylko być.
Nie tylko mieszkać.
Nie tylko brać ślub.
Nie tylko wspólnie spłacać kredyt.
Naprawdę spać.
Pragnąć ich.
Szukać ich uwagi.
Inwestować w relację z nimi.
I tak — to jest do zrobienia.
Nawet jeśli wydaje ci się, że w twoim przypadku nie.
Spokojnie.
To nie fakt.
To twoja niska samoocena.
Konkurencja jest dziś mniejsza niż kiedykolwiek.
Serio.
Wiem, co mówię, bo obserwuję zmiany na rynku matrymonialnym od prawie dwudziestu lat.
Większość facetów jest zaniedbana, przestraszona, uzależniona od pornografii, nie potrafi prowadzić rozmowy, nie rozumie flirtu, nie umie budować napięcia i przy pierwszej ładnej kobiecie zapomina, jak się nazywa.
Nie musisz zostać Bradem Pittem.
Musisz przestać być facetem, którego można kupić kilkoma komplementami, seksem na początku relacji i obietnicą, że tym razem już nigdy nie będzie samotny.
Jeżeli naprawdę chcesz przejść proces, który pomoże ci zabezpieczyć siebie i swoje zasoby, nauczy cię rozmawiać z połową ludzkości, budować atrakcyjność, tworzyć pożądanie, stawiać granice i wybierać kobiety z pozycji siły, a nie lęku, to zapraszam cię do współpracy ze mną.
To może być jedna z najlepszych inwestycji w twoim życiu.
Bo chodzi nie tylko o kobiety.
Chodzi o to, żebyś już nigdy nie musiał kupować miłości, błagać o seks ani zostawać w relacji tylko dlatego, że boisz się, że poza nią nikt na ciebie nie czeka.
https://www.uwodzenie24.pl/indywidualne-prowadzenie/